sobota, 4 kwietnia 2015

#Mikey ♥10♥

Rozłączyłam się i postanowiłam sprawdzić czy chłopcy już zeszli. Gdy weszłam do kuchni zastałam ich stojących przed stołem pełnego jedzenia w oszołomieniu.
-[T.I]?
-Yhm?
-Ile zajęło Ci zrobienie tego wszystkiego?
-Łącznie? Trzy godziny i dwadzieścia osiem minut. Tak w zbliżeniu.
-Iiii... To dla nas?-zapytali odwracając wzrok ze stołu na mnie.
-Nie .Wiecie Święty Mikołaj nas odwiedzi.-powiedziałam sarkastycznie-Jasne że dla Was.-powiedziałam,a chłopcy ''rzucili się''  na mnie z uściskiem.-Spokojnie. To tylko śniadanie.-powiedziałam wyplątując się z ich uścisku.
-Nie zjemy tego wszystkiego.
-Bierzcie pod uwagę to,że będziemy jechać pięć godzin.
-Pięć godzin?-zapytali razem.
-Lepiej się najedzcie.-powiedziałam po czym poszłam. do swojego pokoju.

Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Chyba za dużo..

A co jeśli spotkam tam Nick'a. Albo gorzej. Co jeśli spotkam tam Brand'a?
Brand: Były chłopak który cały czas mnie nęka.
Nie wytrzymała bym tego. Przecież On już teraz nie daje mi żyć. Do tego Nick i ta jego była. Ale chłopcy ze mną pojadą... W sumie. Co oni mi dadzą? Przynajmniej będę miała [I.T.P]. Ale Ona też nie będzie ze mną przez cały czas. Może dam sobie radę. Ale jeśli Brand... Nie wytrzymała bym tego. Przecież On jest zdolny do wszystkiego. Dosłownie. On jest nie przewidywalny. Szczerze? Boję się go. I to strasznie się go boję....
Myślałam jeszcze chwilę. A może dłużej niż chwilę? Odwróciłam głowę w tył i spojrzałam na zegarek. 
Pięknie. 10:30. Nie długo będzie tu [I.T.P].
Szybko wstałam z łóżka i zbiegłam na dół. Poszłam, do kuchni. Każde z przygotowanego przeze mnie posiłku znikło po połowie. Całą resztę schowałam do lodówki i umyłam naczynia. Weszłam do salonu,gdzie leżeli chłopcy. 

-Jak tam?-zapytałam siadając obok Cal'a.

-To było przepyszne.-powiedzieli razem. 
-Cieszę się. Na pewno chcecie ze mną jechać?-zapytałam by się upewnić.
-Jeśli nie chcesz...-zaczął Ash.
-Nie. Nie to,że nie chcę. Chcę się tylko upewnić. Wiecie. Będziemy jechać pięć godzin w jednym aucie. Nie będzie jakoś mega luksusowo. Nie przeszkadza to Wam?-zapytałam patrząc na każdego po kolei.
-Mi nie.-jako pierwszy odezwał się Luke.
-Mi tez nie.-później cała reszta.
-To supcio.-powiedziałam gwałtownie wstając z kanapy-Za jakieś 15 minut będzie tutaj [I.T.P]. Moglibyście zrobić coś z włosami.-powiedziałam czochrając włosy Luke'a.
-Okey.-powiedzieli razem i wstali z kanapy.

W tej właśnie chwili ja usłyszałam dzwonek telefonu.

Jak [I.T.P] teraz to wszystko odwoła,to ją chyba zabiję.
Poszłam w stronę telefonu,który po chwili trzymałam przy uchu. Jak się okazało popełniłam wielki błąd nie patrząc kto dzwoni.

-Halo?

-Hej kotku.
-Brand?
-Nie poznajesz swojego chłopka?
-A-ale ty nie jesteś moim chłopakiem.-powiedziałam ściszonym głosem gdy zauważyłam chłopców przyglądających się mi,jednak mogłabym się założyć,że słyszeli to co mówię.
-Skarbie. Przecież wiem,że mnie kochasz.-w tym momencie jego głos zmienił się na dużo bardziej groźny-Prawda? Radziłbym nie zaprzeczać słonko.

Usłyszałam klakson samochodu więc szybko rozłączyłam rozmowę. Szybko schowałam telefon do kieszeni. 

Będę miała kłopoty za to,że się rozłączyłam.
Spojrzałam na chłopaków którzy patrzyli na mnie z troską. 
-To idziemy?-zapytałam.
-Tak. Chodźmy.-powiedział Cal i wziął swoje walizki.
Tak samo zrobił Ash i Luke.
-Wziąć Twoje walizki?-usłyszałam pytanie Mikey'a,który podchodził właśnie do swoich.
-Nie. Nie trzeba. Ja je wezmę.-powiedziałam może zbyt szybko.
Podeszłam szybko do swoich walizek i pociągnęłam je za sobą,a torbę zarzuciłam na ramie.

Bardzo szybko założyłam buty. Po czym szybko wyszłam z domu ciągnąć walizkę i zostawiając drzwi otwarte. Włożyłam moje bagaże do bagażnika również zostawiając go otartego weszłam do auta przyjaciółki.


-Coś się stało?-usłyszałam przyjaciółkę. 

Spojrzała na mnie w lustrze,bo usiadłam z tyłu za jej miejscem. (Dla nie kumatych: Chodzi o miejsce za kierowcą przy oknie).
Upewniłam się,że chłopcy jak na razie nie słyszą tego co mówię. Na szczęście nie. Ale nie miałam za dużo czasu,bo właśnie wpakowywali swoje walizki.
-Brand dzwonił.-powiedziałam pochylając się lekko w jej stronę.
-Jak...!-zaczęła krzyczeć,ale zauważając,że chłopcy weszli zmieniał temat-Jak ja się ciszę,ze was widzę.-powiedziała patrząc na każdego po kolei...


Przepraszam,że takie krótkie,ale ktoś nie chciał dać mi spokoju i ciągle mi przerywał.
-,-
Następny będzie dłuższy. 
Przynajmniej się postaram.

Nikola ♥ Bay♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz