poniedziałek, 27 kwietnia 2015

#Calum cz.1

Cześć. 
Nazywam się [T.I],ale nie lubię tego imienia. 
[T.N]. 
To moje nazwisko. 
Też go nie lubię. 
[T.I.N]. 
Pełne imię i nazwisko. 
Nie lubię jak używa się zdrobnienia mojego imienia-[Z.T.I]. 
Moje oczy. 
Moje oczy to jedyna rzecz,którą w sobie lubię.
Przyjaciele? 
Nie mam ich. 
Kilka osób chciało się ze mną zaprzyjaźnić,ale...nie ufam już ludziom.

-Ale jak to?-zapytałam dławiąc się łzami.
-Tak to. Pogódź się z tym mała.-powiedział dopalając papierosa.
-Wy też?-zapytałam patrząc na resztę.
-Od samego początku.-powiedzieli z przekonaniem.
-Po co?-zapytałam-Sprawiło to wam przyjemność?
-Mała. Byłaś tu nowa. Nie znałaś nas co tylko pomogło. Trzeba było słuchać innych.-powiedział chłopak zapalając zioła.
-Sprawiło to wam przyjemność?-zapytałam ciężko oddychając z powodu łez.
-Ogromną. Jesteś strasznie naiwna.-powiedzieli razem.
-Nienawidzę was.-powiedziałam uciekając.

I tak o to dowiedziałam się,że moi "przyjaciele" bawili się mną od początku. 
Przyjechałam tam i oni odezwali się do mnie pierwsi. 
Powiedzieli,że jeśli chcę się z nimi zadawać nie mogę gadać z innymi. 
Posłuchałam ich. 
Wiem. 
Mi też się to teraz wydaje głupie. 
Ale nie miałam tam przyjaciół,a jak już mówiłam oni odezwali się pierwsi. 
Dlatego teraz nie potrafię ufać ludziom. 
Zostałam zraniona,miałam fałszywego chłopaka,fałszywych przyjaciół i tnę się.

-[T.I]?-głos nauczycielki przerwał moje zamyślenia.
-Przepraszam. Zamyśliłam się.-odpowiedziałam patrząc na panią Black.
Nauczycielka pokiwała głową ze zrozumieniem.
-Calum,Luke,Michael i Ashton będą robić z tobą projekt.-powiedziała nauczycielka po czym usłyszeliśmy dzwonek.

Spakowałam szybko książki i spojrzałam na chłopaków. 
Jeszcze się pakowali więc postanowiłam to wykorzystać.

-Proszę pani?
-Tak [T.I]?
-Chciałam się zapytać,czy nie byłoby możliwości... samemu zrobić tego...tego projektu?-zapytałam.
-[T.I]...Nie wiem dlaczego nie chcesz się z nikim zaprzyjaźniać,ale może dobrze ci zrobi poznanie kogoś z klasy. Nie możesz być ciągle tak odizolowana.
-Czyli nie ma takiej możliwości.
-Niestety. To by było nie w porządku w stosunku do klasy i chłopaków.
-Rozumiem. Do widzenia.
-Do widzenia [T.I].

Skierowałam się do szatni.
Co ją obchodzi dlaczego nie chcę się zaprzyjaźnić!?
Szłam smutna. 
Nie chciałam się z nikim spotykać. 
Mogłam zrobić to sama. 
Sama...w swoim pokoju...zamknięta. 
W samotności.
Usłyszałam za sobą kroki.
Odwróciłam głowę i ujrzałam chłopaków. 
Opuściłam głowę w dół i lekko przyśpieszyłam kroku.
Pamiętaj zakryć nadgarstek.
Upewniłam się,że go ni widać i poszłam  dalej. 

-[T.I]?-usłyszałam głos obok siebie.

Podniosłam głowę nie zmienianąc tępa. 
Obok mnie szło czterech chłopaków, próbujących dorównać mi kroku. 
Spojrzałam na chłopaków.

-Mieliśmy robić razem projekt,tak?-odezwał się Luke.

Zwolniłam kroku. 
Pokiwałam głową i skręciłam w stronę szatni. 
Zmieniłam buty i odwróciłam się czekając na chłopaków.
Spokojnie [T.I]. To tylko projekt. Nie musisz się z nimi zaprzyjaźniać.
Zadzwoniłam do mamy i poinformowałam ją,że wrócę później. 
Spojrzałam na chłopaków. 
Akurat brali plecaki. 
Podeszli do mnie i wyszliśmy ze szkoły.
Luke,Michael,Ashton i Calum są jednymi z tych osób,które chciało się ze mną zaprzyjaźnić. 
Łatwo jednak zrozumieć,że nie dopuszczam do siebie ludzi. 

-Idziemy do nas?-zapytał Calum.
-Nas?-zapytałam cicho.
-Mieszkamy razem. Jako zespół.-wytłumaczył mi Michael.
-Rozumiem.-powiedziałam ponownie opuszczając głowę.
-Czyli do nas?-powtórzył pytanie Luke.
-Jak tam chcecie.-powiedziałam wzruszając ramionami.

Chłopcy jeszcze o czymś gadali,ale przestałam ich słuchać.
Okey. Zrobimy projekt i pójdę do domu. Zamknę się w pokoju. Pójdę do łazienki. Trochę sobie ulżę. Po przez żyletkę...

-To tutaj.-głos Michael'a wyrwał mnie z zamyśleń.
Podniosłam wzrok na wielką wille.
-Wow.-powiedziałam cicho idąc za chłopakami.
-Nam też się podoba.-powiedział Calum uśmiechając się do mnie.
Oddałam słabo uśmiech.
Ashton otworzył drzwi i weszliśmy do środka. 
Chłopcy zdjęli buty i bluzy. 
Oczywiście ja zostałam w swojej bluzie.

-Nie zdejmujesz tej bluzy?-usłyszałam Michael'a.
-N-Nie. Zostanę w bluzie.-powiedziałam naciągając ją bardziej na siebie.
-Jest ciepło. Po co ci to?-zapytał Calum.
-Po prostu.-powiedziałam.

Chłopcy wzruszyli ramionami.

-Jak tam sobie chcesz.-powiedzieli razem.

Chyba zacznę wierzyć w telepatię...

-Idziemy do salonu czy do kuchni?-usłyszałam głos Caluma.
-Jak chcecie.-odpowiedziałam.

Chłopcy poszli w stronę jednego z pomieszczeń.
Jak łatwo było mi się domyślić wybrali salon.
Był dość duży. 
Nawet bardzo duży.
Chłopcy usiedli na kanapie,a ja oczywiście na podłodze po przeciwnej stronie stołu.

-Nie chcesz usiąść na kanapie,fotelu,czymkolwiek co nie jest podłogą?-spojrzał na mnie Ashton.
-Nie. Tu mi jest wygodnie.-powiedziałam słabo się uśmiechając.

Odwróciłam wzrok na swoją torbę i wyjęłam z niej potrzebne książki. 
W czasie gdy chłopcy poszli zrobić sobie coś do jedzenia (bo ja odmówiłam,żeby nie było,że są jakimiś piep***nymi egoistami) ja zaczęłam pisać referat.
Skończyłam po około godzinie,akurat wtedy kiedy chłopcy weszli do salonu.
Gdy siedli na kanapie ja położyłam przed nimi złączone ze sobą spinaczem kartki.

-Tu jest referat. Ma jakieś 30 stron. Zostało nam tylko zrobić makietę.
-Dlaczego nie zaczekałaś? Pomoglibyśmy ci.-spojrzałam na Michael'a.
-Chciałam wam oszczędzić czasu.

Tak na pewno. Po prostu chcę już sobie iść...

***21:43***

-Okey. Skoro skończyliśmy,a to zostaje u was ja idę do domu.-powiedziałam zakładając torbę na ramię.

W końcu stąd wyjdę. Serio nie wytrzymałabym tu dłużej. Potrzebuję żyletki. I to naprawdę. Nie to,że jestem uzależniona,bo nie jestem. Po prostu potrzebuję sobie ulżyć. Przynajmniej trochę...

----------------------------------------------
Hej to ja wróciłam do Was ♥ Przepraszam,że tak długo nie było postów. I tak wiem. Zaczęłam pisać Cal'a,ale już kończę Luke'a. Okeeeey :33 
----------------------------------------------

Nikola♥Bay♥

piątek, 17 kwietnia 2015

#Luke cz.3

Wybiegłam szybko z lasu i weszłam do środka. Podałam kierowcy adres i nie długo po tym już byłam u siebie w domku. Zapaliłam światło w salonie i rzuciłam się na kanapę. Jednak nie dane mi było leżeć długo bo usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chętnie wstałam z kanapy i podeszłam do nich. Miałam już zamiar otwierać ale tego nie zrobiłam. Z ręką na klamce krzyknęłam przez drzwi.
-Kto tam?
-[T.I] do cholery otwórz te drzwi!-usłyszałam zdenerowanego Luke'a.
-Nie! Idźcie sobie!-odkrzyknęłam.
Usłyszałam jakieś szepty za drzwiami. Przez to lekko się zaniepokoiłam. Zupełnie nie wiedziałam co mogą wymyślić. Przecież chłopaków "znam" nie pełne dwa dni.
Po co się w ogóle wtedy przed nimi otwierałam!? Jak ja w ogóle mogłam pozwolić na to,żeby zobaczyli,że się tnę. Gdybym tego nie zrobiła wszystko byłoby normalnie,ale nie. Jaką ja jestem idiotką!
Obwiniałam sama siebie,jednak przerwał mi głos przyjaciółki.
-[T.I] otwórz te drzwi.-powiedziła spokojnie.
Otworzyć...? Nie. Nie otworzę im tych drzwi.
-Marnujecie czas. Nie otworzę wam drzwi.
Powiedziałam i odeszłam od drzwi. Powędrowałam do swojego pokoju.
Ale chwila![I.T.P] ma...
-Klucze zapasowe.-usłyszałam głos swojej przyjaciółki.
Muszę je jej zabrać.
-Jak miło,że przyniosłeś.-powiedziałam zabierając z rąk Luke'a moją torbę-Teraz możecie sobie pójść.-usiadłam na łóżku.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-jak widzę moja wspaniała przyjaciółka nie zamierza odpuścić.
-A niby jak miałam? Znam cię nie od dziś. Wiem,że obwiniała byś siebię.
-Bo to moja wina.-zaczyna...-Czujesz się samotna,twoja mama wyjeżdża i nie masz z kim siedzieć w domu...-przerwałam jej.
-Ale to ja ci nie powiedziałam, to nie jest twoja wina.
-Powinnam to zauważyć-usiadła przy mnie-Zawsze gdy do ciebie przychodziłam twojej mamy nie było.
-Proszę przestań.-powiedziałam czując coraz to większą chęć skierowania się do łazienki.
Jednak przyjaciółka nie przestała. Później dołączyli się chłopcy. Skończyli swoje kazania około 22:55. Teraz wszyscy leżeliśmy na moim łóżku wpatrunąc się w sufit...
Przepraszam,że takie krótkie i pewnie jest masa błędów,ale...
1.Piszę to na szybko,bo za 10 miunut muszę wyjść z domu.
2.Piszę z tableta.
3.PISZĘZTABLETANASZYBKO.
Okey... Postaram się jeszcze coś dzisiaj dodać.
Pa miśki :*
Nikola ★Bay

czwartek, 16 kwietnia 2015

Calum.

-Podać coś jeszcze?-spytała mnie kelnerka z przyjaznym uśmiechem.
-Nie,to wszystko dziękuję.-również się uśmiechnęłam po czym wróciłam do picia kawy. 
Była sobota i pogoda jak z bajki. Słońce grzało,ptaki śpiewały. Genialny początek lata.
Uśmiechnęłam się na widok zbliżającego się w moją stronę Caluma.
-Cześć piękna.-powiedział po czym pocałował mnie w policzek na co ja się zaśmiałam.
-Cześć piękny.-znów się zaśmiałam. W tym samym czasie w radiu kawiarenki w której się znajdowaliśmy zabrzmiały pierwsze dźwięki Upton Funk Bruno Marsa. Tak na marginesie najczęściej puszczanej piosenki ostatnimi czasy.
Jako,że znałam cały tekst zaczęłam podśpiewywać...
"Called a Police and a fireman"-wydobyło się z moich ust. 
-Okey,mogę,ale wiesz,że za wzywanie policji czy straży pożarnej bez powodu może skończyć się źle?-powiedział ze śmiechem mój przyjaciel upijając łyk z mojej kawy.
-Po pierwsze-zaczęłam- kto pozwolił Ci pić moją kawę,a po drugie. Czy ty uważasz,że nie jestem gorąca?-zaśmiałam się tym razem ja.
-Nie skądże. Oczywiście,że jesteś. Jesteś też najpiękniejsza.-te trzy ostatnie słowa wypowiedział bardzo cicho.
-Mógłbyś powtórzyć,bo nie słyszałam...-poprosiłam gdyż na prawdę nie słyszałam jego słów.
-Nie ważne.-westchnął-Idziemy?-wymusił uśmiech.
-Tak,tak.-opowiedziałam przyglądając się mu. 
O co mu chodziło...?
-Ej,Cal? Na pewno wszystko okey?-spytałam gdy wyszliśmy do ogródka kawiarenki.
-Tak,to znaczy nie...-chłopak podrapał się po karku. Oho,to źle wróży.-Bo,bo ja chcę Ci coś powiedzieć,ale nie mogę...

-Jak to nie możesz? Hej! Hood! To ja |T.I| twoja przyjaciółka,mi możesz wszystko powiedzieć.-zachęciłam go z uśmiechem.
-Tak,no właśnie. Przyjaciółka.-westchnął po raz setny Cal.
Nie dysz tak człowieku bo powietrza na świecie zabraknie...

-Um? Obawiam się,że nie rozumiem...-odparłam zrezygnowana.-Jaśniej proszę.
-Nie ważne.-odpowiedział po czym uciekł.
Tak po prostu. Zostawił mnie.
Świetnie...

Postanowiłam zadzwonić do |T.I.P| żeby po mnie przyjechała bo szczerze nie znałam ten części Sydney.
-Halo?-usłyszałam głos przyjaciółki.
-Hej |I.T.P|,przyjedziesz po mnie?-spytałam szybko.
-Hę? Znów się zgubiłaś? Gdzie jesteś?
-Um...Kawiarenka Coast Light. Tam jestem.

-Zapuściłaś się aż tam?! Zaraz będę.
-Dziękuję...
Oczami Caluma.
Uciekłem od niej. Nie mogła się dowiedzieć. To by wszystko zepsuło. 
Zostawiłem ją. Idiota! 
Zajebisty ze mnie przyjaciel.

Wszedłem do domu cały zdyszany,biegłem. Z salonu dało się słyszeć głosy,kłótnia. 
Fantastycznie...
-Cze...-nie dokończyłem bo to co zobaczyłem,a dokładnie kogo zobaczyłem odjęło mi mowę. 
A naszym salonie stała Stella. Dziewczyna z którą Luke przeżył tak zwaną "przygodę na jedną noc",dziewczyna która ma na jego punkcie obsesje. 
Jak można było się domyśleć kłótnie prowadziła Crove i Luke. Chłopaki mu pomagali.
Zaczyna się...
-Dobra,co ona tu robi?!-krzyknąłem by w końcu zwrócili na mnie uwagę.
-A jak myślisz?! Wpadła na herbatkę?!-krzyknął Clifford.
Miałem dość. "Nawiedzała" nasz dom średnio raz w tygodniu. To było chore.
-Przyszłam odwiedzić mojego chłopaka.-powiedziała tym swoim przesłodzonym głosem.-Ale jak zawsze kończy się kłótnią i...
-Nie jestem twoim chłopakiem! Coś ty sobie ubzdurała?!-wybuchł Luke którego trzymał jedyny siedzący cicho Ash.
-WYNOŚ SIĘ Z NASZEGO DOMU!-wrzasnąłem na zdziwioną moim zachowaniem brunetkę.
Dziewczyna stała w osłupieniu jeszcze przez parę sekund po czym wyszła trzaskając drzwiami. 
Łatwo poszło.
Przez tą całą sprawę zapomniałem o |T.I|. O tym jak ją zostawiłem przed kawiarnią.
Jesteś idiotą Hood.
 
Zaraz po tym jak Stella wyszła usłyszeliśmy dzwonek.
Kto znowu?!
Wkurzony pobiegłem do drzwi. Zobaczyłem w niej postać |T.I|.
Super...
Perspektywa |T.I|
-Hej Calum.-powiedziałam cicho gdy zobaczyłam mojego przyjaciela.
-Cześć |T.I|. Słuchaj,przepraszam,że Cię zostawiłem,ale...-nie dałam mu dokończyć.
-Nie obchodzą mnie twoje przeprosiny. Chcę tylko wiedzieć CO TO BYŁO?-podniosłam głos. 
Uciekł ode mnie przez co musiałam ciągnąć moją przyjaciółkę na drugi koniec miasta.
-Oh...No tak.-podrapał się po karku.-Nie wiem jak Ci to powiedzieć...
-No mów Cal. Halo! Nie bój się!-uspokoiłam się po czym próbowałam zachęcić przyjaciela do mówienia. 
-No dobrze więc...Wyjeżdżamy.-powiedział na jednym wdechu.
-C...Co? Ale jak to? Gdzie?-pytania leciały z moich ust ja torpedy. 
-Wyjeżdżamy z chłopakami. Nie wiem na ile,na długo na pewno.-westchnął smutno.
-A...A co ze mną,z nami?...Mieliśmy jechać razem na wakacje,a ty mi mówisz,że wyjeżdżasz?!-krzyknęłam. 
Wiem,że brzmiało to egoistycznie,ale co na to poradzę? Mieliśmy plany. Mieliśmy spędzić wakacje jak przyjaciel i przyjaciółka,a teraz?!
-Uspokój się |T.I|. Zawsze mówiłaś mi żebym spełniał marzenia prawda?-spytał po czym nadal wstrząśnięta pokiwałam głową na znak iż tak jest.-I właśnie to robię. |T.I|! Wyjeżdżamy jako zespół,rozumiesz?! Jedziemy do Ameryki by zajmować się karierą,spełniam marzenia!.
Zanim cokolwiek wydusiłam musiałam sobie wszystko poukładać. 
Spełnia marzenia więc jest szczęśliwy,ja jego szczęścia chciałam zawsze.
-Ja...ja muszę wyjść...przepraszam.-powiedziałam po czym wyszłam.
I wtedy widziałam go po raz ostatni...
***Rok później***
"5 Seconds Of Summer! Nowy
australijski fenomen! Czy tych
czterech chłopaków mają szanse
przebić znanych już od dawna
One Direction?! Więcej informacji
już na stronie 39!"
Przeczytałam nagłówek gazety.
Zobaczę co tam u starych przyjaciół...przecież to nic takiego.
BŁĄD.
Strona 37...38...39!
Koncerty....bla,bla...Fani...bla,bla...Dziewczyny...bla,bla.
Ej,zaraz,zaraz! 
Dziewczyny?!
"Jak na razie tylko Michael,Luke i Ashton są wolni,ale Calum. To co innego. Wokalista spotyka się ze swoją dziewczyną Monicą od 4 miesięcy. Blondynka jest wielką szczęściarą,prawda? Według nas wyglądają słodko,a waszym zdaniem?..."
Było napisane coś jeszcze,ale już nie czytałam. 
Mój Cal ma dziewczynę...
Nie |T.I|! On nigdy nie był twój!-skarciłam się w myślach.
I nigdy nie będzie...- westchnęłam i dodałam w myślach odkładając gazetę na stolik.






A.     
  

wtorek, 14 kwietnia 2015

#Mikey ♥12♥

-Hej.
-Hej [Z.T.I]. Słyszałem,że przyjeżdżasz do nas.
-Bardziej do siebie Olivier.
-Do nas do siebie co to za różnica.-zaśmiałam się cicho-To kiedy jedziesz?
-Teraz.
-Czyli nie długo będziesz?
-Jeśli cztery i pół godziny można tak nazwać to tak.
-Mogę cię odwiedzić? Tak dawno Cię nie widziałem.
-Około miesiąca.
-To dla mnie wieczność.
-Tak,tak. Wiem to.
-To będę mógł?
-Jasne. Kiedy?
-Około 16:00?
-Jak dla mnie spoko.
-Zaplanowałem coś.
-Coś? Czyli co?
-Niespodzianka.
-Nienawidzę niespodzianek.
-Tak wiem. 
-Jesteś okropny.
-Wcale tak nie myślisz.
-Myślę.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Niech Ci będzie.
-Wiedziałem.
-Idiota.
-Dobra. Teraz niech tobie będzie.
-Dzienki. (specjalnie tak napisałam).
-Tak wiem. Jestem taki łaskawy.
-Niewiarygodnie.
-Oh,[T.I]. Rozchmurz się. Coś się stało?
-Jak jeszcze ktoś zada to pytanie to oszaleję. Nie. Nic.
-Na pewno?
-Pewno. Pewno.
-Nie kłamiesz?
-Może trochę.
-Wiedziałem.
-Żartuję.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak.
-Wygrałaś.
-Ha! Jestem lepsza.
-Taaa... Wydajesz się jakaś zmęczona.
-Tak? Może dlatego,że spałam jakieś dwie godziny?-zapytałam sarkastycznie.
-To może się prześpij?
-Do 16?
-Do 16. Słodkich snów.
-Pa Olivier.

Rozłączyłam się i położyłam telefon na kolanach. Głowę oparłam o szybę i patrzyłam na drogę.
-Wspaniale.-szepnęłam sama do siebie gdy zobaczyłam w jakim korku stoimy.
Nie minęło dużo czasu,a mój telefon znów dał o sobie znać.
-Zaraz oszaleję.-powiedziałam w tym samym czasie co [I.T.P].

Nie patrząc wcześniej na ekran telefonu przyłożyłam go do ucha.

-Czego!?
-Oj,kochanie. Dlaczego tak wściekle? Nie ciszysz się,że mnie usłyszałaś? 
-Nie za bardzo.-mruknęłam pod nosem.
-Słonko,ja to wszystko słyszę.
-Cóż. Jakoś mnie to nie obchodzi.-chłopcy zwrócili na mnie swoją uwagę.
-Zła odpowiedź.
-Mam cię głęboko gdzieś. Jesteś pieprzonym idiotą,który nie może pogodzić się z tym,że z tobą zerwałam. Sam byłeś sobie winny. Ja nie mam kochanków w odróżnieniu do ciebie. Przestań do mnie dzwonić. Mam ciebie dość. Jesteś kretynem. Nie umiesz szanować dziewczyn. Jesteś dupkiem. Pieprzonym dupkiem Brand. Pieprz się.

Po tych słowach po prostu się rozłączyłam. Spojrzałam na chłopaków,którzy wyglądali na zaskoczonych. 
No tak. Nigdy nie słyszeli jak przeklinam.
Uśmiechnęłam się do nich słodko i ponownie odwróciłam wzrok w stronę szyby. Wyciągnęłam rękę po telefon,który po chwili wydał dźwięk informujący,że jest wyłączony. Odetchnęłam z ulgą myśląc o tym,że nikt już nie zakłóci mi tych  godzin jazdy.
Zerknęłam przez szybę dalej staliśmy w korku tak i dalej czułam na sobie wzrok chłopaków.
-[T.I]?-usłyszałam spokojny głos Calum'a.
Zaraz się zacznie...
-Coś się stało?-tym razem zapytał Michael. 
-Nie. Nic się nie stało. Powtarzam to dziś 5 raz.
-Wyglądasz na zmartwioną.-spojrzałam na Luke'a,a następnie na całą resztę chłopaków.
-Spójrzcie na siebie.-mruknęłam pod nosem.

Jeśli teraz [I.T.P] zacznie mi coś pieprzyć to chyba wyskoczę z tego auta...
-Yhm.-przyjaciółka zwróciła na siebie uwagę.
No proszę. Kto by się tego spodziewał? Na pewno nie ja...
 -Jeśli mogę.-zaczęła.
-Nie nie możesz....

Przepraszam,że taki krótki,ale dziadek przyszedł i nie mam gdzie pisać.
Oczywiście mam też drugi komputer i telefon.
   Telefon:Nie.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak trzeba się męczyć,żeby napisać posta na telefonie.
Drugi komputer:Nie.
Dlaczego?
Bo moja "genialna" siostrzyczka nie umie dopilnować mojego słodziutkiego króliczka (to już nie sarkazm) i przegryzła kabel od klawiatury.
Znów.
Już trzeci raz tylko dlatego,że ona nie umie dopilnować króliczka.
Dobra.
Pa.

Nikola♥Bay♥

niedziela, 5 kwietnia 2015

#Mikey ♥11♥

-Coś się stało?-usłyszałam przyjaciółkę. 
Spojrzała na mnie w lustrze,bo usiadłam z tyłu za jej miejscem. (Dla nie kumatych: Chodzi o miejsce za kierowcą przy oknie).
Upewniłam się,że chłopcy jak na razie nie słyszą tego co mówię. Na szczęście nie. Ale nie miałam za dużo czasu,bo właśnie wpakowywali swoje walizki.
-Brand dzwonił.-powiedziałam pochylając się lekko w jej stronę.
-Jak...!-zaczęła krzyczeć,ale zauważając,że chłopcy weszli zmieniał temat-Jak ja się ciszę,że was widzę.-powiedziała patrząc na każdego po kolei.

Uśmiechnęłam się po chwili,a chłopcy oddali jej gest. Przywitali się z [I.T.P] i spojrzeli na mnie. Mikey,siedział obok mnie (na tylnych miejscach w środku) obok niego Luke,a obok Luke'a Cal. Mieliśmy szczęście,bo moja przyjaciółka miała z tyłu cztery miejsca. Ashton usiadł z przodu na miejscu pasażera.

-Coś się stało?-usłyszałam Michael'a.
-Nie. Dlaczego?-zapytałam patrząc po kolei na chłopaków.
-Po tym telefonie bardzo szybko wyszłaś z domu.-wytłumaczył Cal.
-Po prostu tęskniłam za [I.T.P]. Możemy już jechać?-zapytałam patrząc na przyjaciółkę.
-Jasne.-powiedziała i ruszyliśmy.

Po jakiś 15 minutach jazdy mój telefon ponownie zadzwonił. Wyjęłam go z kieszeni i upewniając się,że nie dzwoni Brand przyłożyłam do ucha.


-Tak?

-Hej córuś. Co robisz?
-Jadę.-powiedziałam szybko.
-A chłopcy w końcu pojechali z Tobą?
-Tak.
-Coś się stało?
-Dlaczego?
-Nie wiem. Dziwnie brzmisz i mało mówisz.
-A co tam u Ciebie?-powiedziałam opierając głowę na szybie auta.
-Zmieniasz temat. Co się stało?
-Nic. Naprawdę. To powiesz co tam u ciebie?
-Też nic wielkiego. Za chwilę idziemy na spacer.
-Aha. Też się wydajesz jakaś dziwna. Co jest?
-Jak wrócę muszę Ci coś powiedzieć.
-Za 3 tygodnie?
-Tak. A teraz przepraszam. Później zadzwonię.

Mama nie czekając na moją odpowiedz rozłączyła się. Zdziwiona odsunęłam telefon od głowy i położyłam go na swoich kolanach. Po chwili znów usłyszeliśmy dzwonek telefonu,tylko tym razem nie mojego.

-[T.I]. Mogłabyś?
-Jasne.-powiedziałam wyjmując z torebko przyjaciółki jej telefon.

-Halo?

-[I.T.P]?
-Nie. [T.I].
-Mogłabyś dać mi do telefonu [I.T.P]?
-Niestety [I.T.P] prowadzi. Przekazać jej coś?
-Fajnie by było. Powiedz jej,że chcę się z nią spotkać o 18:00,ok?
-A kto mówi?
-Marcin.
-A spoko. Przekaże jej. Tyle?
-Tak. Pa.
-Pa.

Schowałam telefon przyjaciółki do jej torebki.

-Chce się spotkać z tobą o 18:00.
-Dzięki.

Po 5 minutach jazdy ponownie usłyszeliśmy telefon. Znów mój.

-To chyba jakie żarty.-powiedziała lekko zirytowana [I.T.P].

-Hej.

-Hej [Z.T.I]. Słyszałem,że przyjeżdżasz do nas.
-Bardziej do siebie Olivier.
-Do nas do siebie co to za różnica.-zaśmiałam się cicho-To kiedy jedziesz?
-Teraz.
-Czyli nie długo będziesz?
-Jeśli cztery i pół godziny można tak nazwać to tak.
-Mogę cię odwiedzić? Tak dawno Cię nie widziałem.
-Około miesiąca.
-To dla mnie wieczność.
-Tak,tak. Wiem to.
-To będę mógł?
-Jasne. Kiedy?
-Około 16:00?
-Jak dla mnie spoko.
-Zaplanowałem coś.
-Coś? Czyli co?
-Niespodzianka.
-Nienawidzę niespodzianek.
-Tak wiem. 
-Jesteś okropny.
-Wcale tak nie myślisz.
-Myślę.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Niech Ci będzie.
-Wiedziałem.
-Idiota.
-Dobra. Teraz niech tobie będzie.
-Dzienki. (specjalnie tak napisałam).
-Tak wiem. Jestem taki łaskawy.
-Niewiarygodnie.
-Oh,[T.I]. Rozchmurz się. Coś się stało?
-Jak jeszcze ktoś zada to pytanie to oszaleję. Nie. Nic.
-Na pewno?
-Pewno. Pewno.
-Nie kłamiesz?
-Może trochę.
-Wiedziałem.
-Żartuję.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie,nie.
-Tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak,tak.
-Wygrałaś.
-Ha! Jestem lepsza....


Tak wiem. Połowa tej części składa się tylko z "tak" i "nie".
Ale powinniście się cieszyć,bo piszę to w Wielkanoc.

Z okazji tych Świąt. Życzę Wam dużo zdrowia i radości.
Powodzenia w szkole,gimnazjum czy liceum.
Szczęścia w związkach lub znalezienia swojej miłości.
Wszystkiego co najlepsze.
I spełnienia marzeń.
(Tych dobrych oczywiście :D)

Nikola♥ Bay♥

sobota, 4 kwietnia 2015

#Mikey ♥10♥

Rozłączyłam się i postanowiłam sprawdzić czy chłopcy już zeszli. Gdy weszłam do kuchni zastałam ich stojących przed stołem pełnego jedzenia w oszołomieniu.
-[T.I]?
-Yhm?
-Ile zajęło Ci zrobienie tego wszystkiego?
-Łącznie? Trzy godziny i dwadzieścia osiem minut. Tak w zbliżeniu.
-Iiii... To dla nas?-zapytali odwracając wzrok ze stołu na mnie.
-Nie .Wiecie Święty Mikołaj nas odwiedzi.-powiedziałam sarkastycznie-Jasne że dla Was.-powiedziałam,a chłopcy ''rzucili się''  na mnie z uściskiem.-Spokojnie. To tylko śniadanie.-powiedziałam wyplątując się z ich uścisku.
-Nie zjemy tego wszystkiego.
-Bierzcie pod uwagę to,że będziemy jechać pięć godzin.
-Pięć godzin?-zapytali razem.
-Lepiej się najedzcie.-powiedziałam po czym poszłam. do swojego pokoju.

Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Chyba za dużo..

A co jeśli spotkam tam Nick'a. Albo gorzej. Co jeśli spotkam tam Brand'a?
Brand: Były chłopak który cały czas mnie nęka.
Nie wytrzymała bym tego. Przecież On już teraz nie daje mi żyć. Do tego Nick i ta jego była. Ale chłopcy ze mną pojadą... W sumie. Co oni mi dadzą? Przynajmniej będę miała [I.T.P]. Ale Ona też nie będzie ze mną przez cały czas. Może dam sobie radę. Ale jeśli Brand... Nie wytrzymała bym tego. Przecież On jest zdolny do wszystkiego. Dosłownie. On jest nie przewidywalny. Szczerze? Boję się go. I to strasznie się go boję....
Myślałam jeszcze chwilę. A może dłużej niż chwilę? Odwróciłam głowę w tył i spojrzałam na zegarek. 
Pięknie. 10:30. Nie długo będzie tu [I.T.P].
Szybko wstałam z łóżka i zbiegłam na dół. Poszłam, do kuchni. Każde z przygotowanego przeze mnie posiłku znikło po połowie. Całą resztę schowałam do lodówki i umyłam naczynia. Weszłam do salonu,gdzie leżeli chłopcy. 

-Jak tam?-zapytałam siadając obok Cal'a.

-To było przepyszne.-powiedzieli razem. 
-Cieszę się. Na pewno chcecie ze mną jechać?-zapytałam by się upewnić.
-Jeśli nie chcesz...-zaczął Ash.
-Nie. Nie to,że nie chcę. Chcę się tylko upewnić. Wiecie. Będziemy jechać pięć godzin w jednym aucie. Nie będzie jakoś mega luksusowo. Nie przeszkadza to Wam?-zapytałam patrząc na każdego po kolei.
-Mi nie.-jako pierwszy odezwał się Luke.
-Mi tez nie.-później cała reszta.
-To supcio.-powiedziałam gwałtownie wstając z kanapy-Za jakieś 15 minut będzie tutaj [I.T.P]. Moglibyście zrobić coś z włosami.-powiedziałam czochrając włosy Luke'a.
-Okey.-powiedzieli razem i wstali z kanapy.

W tej właśnie chwili ja usłyszałam dzwonek telefonu.

Jak [I.T.P] teraz to wszystko odwoła,to ją chyba zabiję.
Poszłam w stronę telefonu,który po chwili trzymałam przy uchu. Jak się okazało popełniłam wielki błąd nie patrząc kto dzwoni.

-Halo?

-Hej kotku.
-Brand?
-Nie poznajesz swojego chłopka?
-A-ale ty nie jesteś moim chłopakiem.-powiedziałam ściszonym głosem gdy zauważyłam chłopców przyglądających się mi,jednak mogłabym się założyć,że słyszeli to co mówię.
-Skarbie. Przecież wiem,że mnie kochasz.-w tym momencie jego głos zmienił się na dużo bardziej groźny-Prawda? Radziłbym nie zaprzeczać słonko.

Usłyszałam klakson samochodu więc szybko rozłączyłam rozmowę. Szybko schowałam telefon do kieszeni. 

Będę miała kłopoty za to,że się rozłączyłam.
Spojrzałam na chłopaków którzy patrzyli na mnie z troską. 
-To idziemy?-zapytałam.
-Tak. Chodźmy.-powiedział Cal i wziął swoje walizki.
Tak samo zrobił Ash i Luke.
-Wziąć Twoje walizki?-usłyszałam pytanie Mikey'a,który podchodził właśnie do swoich.
-Nie. Nie trzeba. Ja je wezmę.-powiedziałam może zbyt szybko.
Podeszłam szybko do swoich walizek i pociągnęłam je za sobą,a torbę zarzuciłam na ramie.

Bardzo szybko założyłam buty. Po czym szybko wyszłam z domu ciągnąć walizkę i zostawiając drzwi otwarte. Włożyłam moje bagaże do bagażnika również zostawiając go otartego weszłam do auta przyjaciółki.


-Coś się stało?-usłyszałam przyjaciółkę. 

Spojrzała na mnie w lustrze,bo usiadłam z tyłu za jej miejscem. (Dla nie kumatych: Chodzi o miejsce za kierowcą przy oknie).
Upewniłam się,że chłopcy jak na razie nie słyszą tego co mówię. Na szczęście nie. Ale nie miałam za dużo czasu,bo właśnie wpakowywali swoje walizki.
-Brand dzwonił.-powiedziałam pochylając się lekko w jej stronę.
-Jak...!-zaczęła krzyczeć,ale zauważając,że chłopcy weszli zmieniał temat-Jak ja się ciszę,ze was widzę.-powiedziała patrząc na każdego po kolei...


Przepraszam,że takie krótkie,ale ktoś nie chciał dać mi spokoju i ciągle mi przerywał.
-,-
Następny będzie dłuższy. 
Przynajmniej się postaram.

Nikola ♥ Bay♥

czwartek, 2 kwietnia 2015

#Mikey ♥9♥

(Podkreślone-Chłopcy nie słyszą)

-Tak?
-Hej córuś.
-Hej mamuś.-usiadłam na kanapie obok Cal'a.
-Chciałam Ci tylko powiedzieć,że zostaniemy tutaj do końca miesiąca.
-Ale zdajesz sobie sprawę,że to trzy tygodnie?-ja z mamą byłyśmy przyzwyczajone,że tak do siebie mówimy,ale chłopcy wyglądali na zdziwionych.
-Przeszkadza Ci to? Bo jak coś...-spojrzałam na chłopaków.
-Nie może jeszcze przeżyję. Może...-powiedziałam i swój wzrok przeniosłam na stoliki.
-A i jeszcze jedno! Dzwoniła do mnie twoja...wasza nauczycielka powiedziała,że połowa nauczycieli zachorowała, i że macie ten tydzień odpuszczony.
-Czyli w Poniedziałek...
-Tak. W Poniedziałek nie idziecie do szkoły,a później macie te ferie.Łącznie macie miesiąc "wakacji".
-Super!-zrobiłam gest "zwycięzcy"-Mami mogła bym Cię o coś zapytać?
-Jasne.Pytaj o co chcesz.
-B-bo [I.T.P] poznała takiego faceta. Iii on chciałby mnie poznać...
-Ale skoro [I.T.P] poznała tego faceta,to dlaczego on chce poznać Ciebie?
-Jestem jej najlepszą przyjaciółką. Ale wracając. Chodzi o to,czy mogła bym pojechać tam do starego domu,żeby pospędzać czas z [I.T.P] i Marcinem?
-Okey,ale co z chłopcami?
-A-Ale co ma być. 
-Pojadą z Tobą?
-Wątpię,żeby im...
-Dobra. Ja muszę kończyć. Niech chłopaki pojadą z Tobą jeśli będę chcieli. Dobrze?
-Okeyyy....Pa.-powiedziałam i się rozłączyłam.




***

Westchnęłam patrząc na chłopaków.
-Coś się stało?-usłyszałam Ashton'a.
-Nie. Pójdę...pójdę zadzwonić do [I.T.P]. Potem muszę się was o coś zapytać.-uśmiechnęłam się do nich po czym wyszłam z salonu.

Zadzwoniłam do przyjaciółki informując ja o tym,że przyjadę wcześniej. 
To teraz tylko gadać z chłopakami.
Ponownie westchnęłam i poszłam do salonu w którym jeszcze siedzieli chłopcy.
-Chciałaś o coś zapytać tak?-Cal spytał gdy zauważył że weszłam do środka.
-Tak. Wcześniej rozmawiałam z mamą. Powiedziała,że nauczyciele,nie wiem jak,ale pochorowali się i ten ostatni tydzień nam odpuszczają.-odczekałam chwilę,aż skończą okazywać swoje zadowolenie-Dzwoniłam też do [I.T.P]. Jutro do niej jadę. Wiecie,tam na stare osiedle. I moje pytanie brzmi: Czy chcielibyście pojechać jutro ze mną? Nie sprzedałyśmy domu więc mielibyśmy gdzie mieszkać. To jak?-odetchnęłam głęboko bo powiedziałam to wszystko na dosłownie jednym wdechu.
-Wow. Nie wiedziałem,że można tak szybko mówić.-powiedział Mikey patrząc na mnie.
-Ale zrozumieliście?-zapytałam z obawą,ze będę musiała to wszystko powtarzać.
-Mniej więcej. A na ile?-tym razem pytanie zadał pytanie Luke.
-Około tygodnia. To chcecie czy nie,bo muszę jeszcze się spakować,zadzwonić do [I.T.P] i upewnić się,że wszyscy,jeśli pojedziecie,będziemy mieli gdzie spać.-powiedziałam przy okazji wybierając numer do [I.T.P].

Chłopcy chwile pogadali zapewne rozważając wszystkie za i przeciw. Ostatecznie się zgodzili. Zadzwoniłam jeszcze raz do przyjaciółki ustalając na ile tam zostaniemy. Gdy już wszystko było załatwione weszłam do pokoju chłopaków i powiedziałam na ile czasu mają się pakować. Sama się spakowałam i w końcu. W końcu o 22:30 skończyłam to wszystko i poszłam się umyć. Wysuszyłam jeszcze włosy i zmyłam makijaż po czym zamknęłam drzwi na klucz i poszłam spać.

***5:32***

Wstałam i podeszłam do szafy. Ubrałam się,rozczesałam włosy i zrobiłam make-up. 


Postanowiłam,że w związku z tym,że chłopcy śpią,a nie długo będą przez pięć godzin jechać autem,to zrobię im śniadanie.


 rogale
    naleśniki


 ciasto
 herbata
 kawa



  koktajl owocowy
 koktajl owocowy
 

 tort



 -W końcu skończone.-odetchnęłam z ulgą.
Spojrzałam na zegarek,który wskazywał 9:00.
Okey. [I.T.P] przyjeżdża po nas o 12:15. Coś około tego. Chłopcy jeszcze śpią. Chyba czas ich obudzić? Tak,bo to wszystko wystygnie i będzie nie dobre.

Odeszłam od blatu i skierowałam się do pokoju Cal'a. Zapukałam do drzwi po czym weszłam do środka.

-Cal wstawaj. Jedzenie czeka.
-Yhm... Która godzina?
- Pięć po dziewiątej.
-Dobrze już wstaję.
Uśmiechnęłam się i wyszłam zamykając za sobą drzwi.

Następny pokój to pokój Ash'a.
Zapukałam i weszłam do środka.
-Hej.-powiedziałam gdy zobaczyłam,że postać na łóżku się porusza.
-Cześć. Która godzina?-ciekawe czy wszyscy zadadzą to pytanie.
-Po dziewiątej. Jedzenie jest gotowe.
-Ok. Za chwilę zejdę.
Wyszłam z pokoju.

Teraz Luke.
Tak jak poprzednio zapukałam i weszłam do środka.
-Luke.
-Yhm?
-Wstajesz? Jedzenie gotowe.
-A która godzina?-jak Michael zada to pytanie,to się mocno zdziwię.
-Kilka minut po dziewiątej.
-Okey. Zaraz zejdę.
Wyszłam z pokoju chłopaka.

Okeyyy. Został tylko Mikey.
Poprzednio pukając weszłam do pokoju chłopaka,który jeszcze słodko sobie spał.
-Mikey.-powiedziałam stając obok jego łóżka.
-Taaa...-mruknął przewracając się do mnie przodem.
-Śniadanie wam zrobiłam. Schodzisz? I uprzedzając pytanie. Jest po dziewiątej.
-Skąd wiedziałaś,że o to zapytam?
-Przeczucie. To jak schodzisz?
-Tak. Za chwilę będę.
-Okey.
Powiedziałam po czym wyszłam z pomieszczenia.

Dopiero teraz dotarł do mnie jeden fakt.
Wszyscy mają tu swoje pokoje?
Wzruszyłam ramionami i znów poszłam do kuchni. Jednak długo tam nie zostałam,bo usłyszałam dzwonek swojego telefonu,który dobiegał z salonu.

-Tak?
-Hej [T.I]. Słuchaj zmieniły się trochę plany.
-I jak zawsze mówisz mi to na ostatnią chwilę?-powiedziałam zirytowana.
-Sorry.
-Dobra,ale o co chodzi?
-To nic specjalnego,tylko zamiast przyjechać o 12 przyjadę o 11. To nie problem?
-Nie,ale dlaczego jeśli mogę spytać?
-Później muszę pojechać gdzieś tam z mamą.
-Rozumiem. Czyli o 11 tak?
-Tak.
-To do zobaczenia [I.T.P].
-Pa.

Rozłączyłam się i postanowiłam sprawdzić czy chłopcy już zeszli. Gdy weszłam do kuchni zastałam ich stojących przed stołem pełnego jedzenia w oszołomieniu.

-[T.I]?
-Yhm?
-Ile zajęło Ci zrobienie tego wszystkiego?
-Łącznie? Trzy godziny i dwadzieścia osiem minut. Tak w zbliżeniu....


Z tego co zauważyłam Gosia pisze Cal'a więc może jeszcze dzisiaj go dostaniecie. 
Jak na razie macie 9 część Mikey'a.
Mam nadzieję,ze się podobało ♥

Nikola♥Bay♥