poniedziałek, 30 marca 2015

#Luke cz.1

Weszłam do szkoły chowając się za każdym człowiekiem,który przechodził obok mnie. Ze słuchawkami w uszach oczywiście,z których dość głośno wydobywały się dźwięki piosenki "Who Says"-Seleny Gomez. Ale wracając. Szłam przez korze szkoły kierując się w stronę mojej szafki. Gdy już się przy niej znalazłam otworzyłam ją i wpakowałam wszystkie nie potrzebne książki do środka.

Zatrzasnęłam drzwiczki szafki i ruszyłam do klasy. W połowie drogi usłyszałam dzwonek informujący mnie,że jestem spóźniona. Może to i lepiej nie będę musiała się męczyć z tymi idiotami. Otworzyłam drzwi sali wchodząc do środka.

-Przepraszam za spóźnienie.-powiedziałam wymijając nauczyciela.
Skierowałam się do przed ostatniej ławki i wyjęłam książki oraz zeszyt. Usiadłam na miejscu opierając się o ścianę tak,że siedziałam bokiem do tablicy.

Przede mną siedział Calum i Ashton, Michael i Luke za mną. Otworzyłam zeszyt na ostatniej stronie i zaczęłam w nim rysować kompletnie nie rozumiejąc zadania z matematyki,które widniało na tablicy. Po chwili poczułam ukucie w ramię,które zignorowałam dokładnie wiedząc,że Luke i Michael zaczynają robić mi na złość.

Chłopaki z przodu o czymś gadali. Czy ci z tyłu też nie mogli? Po prostu zostawić mnie w spokoju? To tak dużo? Najwyraźniej dla nich tak.
-Ładnie tak się spóźniać na lekcje?-usłyszałam głos Luke'a.
Odwróciłam się do niego plecami kontynuując mój obrazek. Gdybym mogła pewnie już dawno bym siedziała w domu zamknięta w swoim pokoju.

Po chwili usłyszałam dzwonek.
Tak szybko?
Spakowałam swoje rzeczy do plecaka i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia. Następna lekcja to polski. Czyli na górze. Wyszłam z klasy ponownie chcąc podejść do szafki.

Otworzyłam ją i powtórzyłam ruch z poprzedniej przerwy. Jednak usłyszałam dźwięk sms-a i w połowie zatrzymałam się.

Od [I.T.P]: Dzisiaj nie będzie mnie w szkole. Rozchorowałam się :( Ale mam nadzieję,że sobie poradzisz.
Genialnie... Zostałam sama.

Do [I.T.P]: Dobra nic się nie stało. Przecież to nie Twoja wina.
Od [I.T.P]: Na pewno wszystko dobrze?
Do [I.T.P]: Tak,na pewno. Przynieść Ci lekcje po szkole?
Od [I.T.P]: Mogłabyś?
 Do [I.T.P]: Oczywiście. Od razu po lekcjach?
Od [I.T.P]: Taaak...Będę już miała z głowy naukę i jęczenie mamy: [I.T.P] zadzwoń po lekcje!
Do [I.T.P]: Znam ten ból :D Moja mama też zawsze tak robi.
Od [I.T.P]: Nawet w chorobie nie dadzą odpocząć od nauki.
Do  [I.T.P]: Przynajmniej uczysz się w domu,a nie na tych cholernie nudnych lekcjach.
 Od [I.T.P]: Znalazłaś jakiś plus. W nagrodę dostaniesz... Nic. Sorry. 
 Do [I.T.P]: Ha ha ha. Takie to "śmieszne". A tak w ogóle to jak się czujesz?
 Od [I.T.P]: Może być. Jeszcze nie umieram.
 Do [I.T.P]: Dobra. Ja muszę kończyć,lekcje się zaczynają.
 Od [I.T.P]: Do zobaczenia :** 
 Do [I.T.P]: Paaa :**

Dokończyłam to co zaczęłam przed smsowaniem z [I.T.P].
Świetnie spóźniona już na drugą lekcje.
Zamknęłam szafkę i już miałam kierować się w stronę schodów,ale moja droga została zatarasowana przez czwórkę chłopaków.
Tylko tego brakowało.

-Hej. Co tam u Ciebie [T.I]?-zapytał Luke podchodząc do mnie.
-Daj mi przejść.-powiedziałam próbując go wyminąć.
-Gdzie Ci tak śpieszno?-zapytał tym razem Calum również do mnie podchodząc.
Dlaczego oni jeszcze nie są na lekcjach!? Dlaczego ja w ogóle muszę chodzić z nimi do klasy?
Nie odezwałam się. Za to jęknęłam z bólu czując jak Irwin szarpie mnie za włosy.
-Biedna bolało?-usłyszałam Michael'a,który powtórzył ruch przyjaciela.
-Przestań.-powiedziałam odpychając go od siebie.

Chłopaki chcieli już zareagować,ale usłyszeliśmy odgłos tupania szpilek. Po chwili obok nas zjawiła się pani od biologii.
-Dlaczego nie jesteście jeszcze na lekcji?-usłyszałam jej piskliwy głos.
-Bo... Yyy...-chłopcy próbowali coś wymyślić.
Przewróciłam oczami co nie uszło ich uwadze. Postanowiłam wyratować nas z tej sytuacji korzystając z tego,że ciągle trzymam się za brzuch.
-Bo źle się poczułam. Kręci mi się w głowie,boli mnie brzuch i głowa.-dokładnie podkreśliłam to słowo-A chłopcy chcieli mnie zaprowadzić do pani higienistki.-po krótkim namyśle postanowiłam pomóc też im.

-Rozumiem. Może zadzwonię do Twojej mamy. Zabierze Cię do domu?-zapytała troskliwie.
-Nie. Nie trzeba. Mama pewnie jest zajęta i nie chcę jej przeszkadzać. Do widzenia.-powiedziałam i odwróciłam się by znaleźć się już w sali.
-D-Do widzenia-chłopcy również pożegnali nauczycielkę wyraźnie zdziwieni tym,że im pomogłam.

Szybko wbiegłam po schodach by się od nich uwolnić. Ale zamiast skierować się do sali pobiegłam do łazienki. Widziałam jak chłopacy za mną biegną,ale przecież tu nie wejdą. Po chwili usłyszałam dźwięk kroków,który oddalał się coraz bardziej. Wychyliłam głowę i sprawdziłam czy na pewno poszli.

Gdy się już upewniłam wyszłam z łazienki i skierowałam się do szatni. Szybko założyłam buty,kurtkę i zakładając torbę na jedno z ramion wyszłam z pomieszczenia. Jednak ponownie usłyszałam kroki. Zaczęłam biec. Odwróciłam głowę w tył by zobaczyć kto za mną idzie.
Czy oni kiedyś dadzą mi spokój?

Biegłam przed siebie,po schodach i jeszcze tylko drzwi. I właśnie przed nimi poczułam uścisk na moim nadgarstku. Spojrzałam na Luke z zaszklonymi oczami. Zacisnęłam wargi i wyrwałam się chłopakowi tym samym sprawiając sobie ogromny ból,przez co z moich oczu popłynęły łzy.

Spojrzałam na rękę chłopaka na której zostało trochę krwi po czym szybko się odwróciłam i łapiąc się za nadgarstek by nie stworzyć za mną dróżki krwi wybiegłam ze szkoły.
Dowiedzieli się... Odkryli mój sekret...

***Oczami Luke***

Spojrzałem na swoją rękę na której została krew. Następnie na nadgarstek dziewczyny. Jej oczu były przepełnione bólem, smutkiem...Przez nas. Musiało mi to zająć osiem miesięcy,by zrozumieć jak ranimy tą dziewczynę...
-Czy ona...-zaczął Mikey.
-Tnie się.-dokończyłem dodając:-Przez Nas.
Odwróciłem się i również skierowałem się do szatni. Chłopcy wiedząc jakie mam zamiary zaczęli nakładać buty i kurtki,tak jak ja gdy oczyściłem moją rękę z krwi.
-Ktoś wie gdzie Ona mieszka?-spojrzałem na chłopaków.
-Ja.-odezwał się Calum.
Poszliśmy na ulicę,którą wyznaczył.

***Oczami [T.I]***

Wbiegłam do domu,w którym nikogo nie było. Jak zawsze. Nie mam ojca. Nie mam rodzeństwa. Mama w delegacji. Zamknęłam za sobą drzwi i rzucając plecak do salonu pobiegłam do łazienki. Pobiegłam do łazienki zadać sobie ból. 

Wytarłam krew z podłogi nie zważając na to,że z mojego nadgarstka dalej płyną kropelki krwi. 
Przynajmniej przez tydzień nie wychodzę z domu. 
Usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Zeszłam po schodach z nadgarstkiem wniesionym w stronę sufitu, bo nie zamierzałam później myć całego domu. 

Otworzyłam drzwi zakrywając ranę rękawem który szybko nasiąkną krwią. Za nimi ujrzałam czterech chłopaków. Chciałam zamknąć drzwi,lecz Ashton zablokował je ręką. 
-[T.I]...-zaczął Luke.
Od razu wiedziałam o czym chcą rozmawiać. 
-Błagam dajcie mi już spokój. Nie wystarczy Wam?-powiedziałam ocierając łzy rękawem,który nie był zakrwawiony.
-Możemy wejść?-zapytał Michael pokazując na wnętrze domu.
Spojrzałam na wszystkich. Nie wyglądali jakby chcieli mi dokuczyć. Niepewnie otworzyłam szerzej drzwi żeby mogli wejść do środka. 
-Zaczekajcie chwilę.-powiedziałam i nie czekając na ich odpowiedź pobiegłam na górę.

Weszłam do pokoju i zamknęłam się w nim. Zmieniałam koszulkę,a ranę za bandażowałam i schowałam za długim rękawem. Otworzyłam drzwi schodząc na dół. Chłopaków zastałam w salonie.
-Too...-zapytałam stając przed nimi.
-[T.I] my...my nie wiedzieliśmy...że sprawiamy Ci taki ból.-zaczął Luke.
-A-Ale to nie przez Was.-powiedziałam by nie czuli się winni.
Ale jednak po części miałam rację.

-A czyja? Dobrze wiemy,że to przez nas.-powiedział Michael patrząc na mnie.
-Nieee. T-To naprawdę nie przez Was.-powiedziałam łapiąc się za nadgarstek.
Po chwili moją rękę trzymał Luke.Odchylając mój rękaw.
-Nie chcecie tego widzieć.-powiedziałam patrząc na nich.

Nie za bardzo jednak się tym przejęli i odwinęli bandaż.
-Widzisz. Ta rana jest świeża. A teraz nie miałaś powodu do robienia sobie krzywdy.
-Właściwie...to mam go cały czas.-powiedziałam ponownie zawijając rękę.
Chłopcy spojrzeli na mnie zaciekawionym wzrokiem.
Mam im powiedzieć? W sumie nie mam nic stracenia.
-Bo...Bo wiecie...-i tutaj opowiadam im całą historię,którą postanowiłam pominąć.

***

Luke rozłożyła ręce w znaku mówiącym:"Chcesz się przytulić?".
Tak więc przytuliłam się do niego.
-Przepraszamy. Na prawdę przepraszamy [T.I].-wyszeptał gładząc moje plecy...

Hej. To znów ja.
 Nikola. 
Wiem to trochę dziwne,że nie kończąc Mikey'a zaczynam Luke'a. 
Ale tak jakoś wyszło.
Mam nadzieję,że Was zaciekawiło i zaczekacie na następną część ☺

Nikola♥Bay♥

1 komentarz:

  1. Drastyczne :/ #jolo, pisze Prim, która czyta każdy blog w blogsferze.
    Dawaj kolejną część :))

    OdpowiedzUsuń