-Jak byłem mały miałem psa. A ty?-zapytał patrząc na mnie,po chwili ja podniosłam na niego wzrok.
-Ja też. Ale zdechł.-powiedziałam uśmiechając się sztucznie.-I ja też za chwilę zdechnę jak mnie stąd nie wypuścicie.-spojrzałam na drzwi.
-Założę się,że przeżyjesz.-powiedział Ashton.
-Co chcesz robić?-usłyszałam Calum'a.
-Pójść do domu.
-A po za tym.-dodał Michael.
-Nic.-znów spojrzałam na telefon.
-Och...No rozchmurz się.-powiedział Ashton uśmiechając się do mnie
Jego uśmiech był tak zaraźliwy,że mnie byłam w stanie się nie uśmiechnąć.
-Tak ciężko było?-zapytał.
-Po pierwsze. Tak. Po drugie to Twoja wina.-powiedziałam patrząc na chłopaka.
-Jak już to moja zasługa.-powiedział.
Spojrzałam na niego uśmiechając się.
Po chwili jednak usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Przepraszam.
To nie było pukanie,to było walenie,tak mocne walenie,że czujesz się,jakby ktoś chciał wyważyć drzwi.-Boże Święty. Kto się tak dobija o tej godzinie.
Chłopcy podeszli do drzwi.
Ja jednak nie zamierzałam wstawać.
Przecież to nie mój dom.
A więc to na pewno nie do mnie.
Chyba...
-[T.I].-usłyszałam niepewny głos Calum'a.-To chyba do Ciebie.-nie wstając z kanapy odwróciłam głowę.
Chłopcy wyglądali na zaciekawionych i jednocześnie lekko przestraszonych.
Zawahałam się jednak już po chwili wstałam z kanapy.
Podeszłam do chłopaków.
To co zobaczyłam w drzwiach kompletnie mnie zadziwiło.
I...i niesamowicie przeraziło.
W drzwiach były cztery postacie.
Nick,Brand,Dylan i Jassie.
-Tęskniłaś?-zapytał Brand.
Kiwnęłam głową na znak "nie".
-[T.I]?-usłyszałam głos Michael'a-Kto to jest?-zapytał cicho.
Nie odpowiedziałam.
Byłam w za dużym szoku.
Zamknęłam drzwi i zamknęłam je na zamek.
-Nie martw się kochanie. Jeszcze się zobaczymy.-znów powiedział Brand,mój były.
Po chwili usłyszałam jak uciekają.
-[T.I] wszystko dobrze? Jesteś strasznie blada.-usłyszałam Calum'a.
Kiwnęłam głową na znak "tak".
Po chwili jednak już nic nie widziałam.
***01:24***
Od razu po przebudzeniu spojrzałam na zegarek.
W ogóle gdzie ja jestem.
Rozejrzałam się na boki.
Obok mnie stali chłopaki.
Uśmiechali się.
Jednak w ich oczach widziałam troskę i niepokój.
-Co się stało?-zapytałam łapiąc się za głowę,która strasznie mnie bolała.
-Straciłaś przytomność.-wytłumaczył Luke-Jak się czujesz?-dodał.
-Strasznie Was przepraszam.-powiedziałam kompletnie ignorując to co powiedział-Narobiłam Wam zachodu.-spojrzałam na nich przepraszająco.
-Nic się nie stało.-powiedział Calum-Mogłabyś jednak powiedzieć jak się czujesz?-uśmiechną się lekko.
-Głowa mnie boli.-powiedziałam jedynie.
-Pójść po lekarza?-zapytał Mikey.
-Nie. Nie trzeba,dzięki.-podniosłam się do pozycji siedzącej.
Chwilę się zastanowiłam.
No nie!
Od razu spojrzałam na mój nadgarstek.
Na szczęście dalej miałam na sobie bluzę.
Momentalnie spadł mi kamień z serca.
Po chwili mój wzrok przeniósł się na drzwi,które się uchyliły.
Do środka wszedł mężczyzna.
Na oko 50-55 lat.
Z twarzy miły,a głos miał uspokajający.
-Dzień Dobry.-nie do końca.
-Dzień Dobry.-odpowiedziałam.
-Nazywam się William. Jak się Pani czuje?-zapytał.
-Bardzo dobrze.-powiedziałam oczywiście kłamiąc.
Wydawało mi się,że głowa mi za chwilę pęknie.
Brzuch mnie bolał co najmniej jakby mi go ktoś poprzecinał nożem i nawet nie wiem dlaczego.
Praktycznie nie czułam nóg,a ręce tak mnie bolały jak jeszcze nigdy w życiu.
-Na pewno?-spojrzał na mnie.
-Tak.-znów skłamałam.
-Więc proszę mnie wołać w razie czego.-zwrócił się bardziej do chłopaków niż do mnie.
Po chwili lekarz wyszedł,a ja zastanawiałam się co ONI tutaj robili.
Nie zamierzam znów przeżywać tego koszmaru.
Ostatnim razem,gdy mówiłam o tym jak straciłam moich "przyjaciół" nie powiedziałam wszystkiego.
Oni...Oni nie dawali mi spokoju.
Znęcali się nade mną.
Psychicznie i fizycznie.
Zadźganie nożem to był minimalizm.
Na prawdę się ich boję.
Wstałam z łóżka.
Nie zważając na sprzeciwy chłopaków wyszłam z sali.
Podeszłam do lekarza,który przed chwilą był w mojej sali.
-Przepraszam. Proszę Pana?-zapytałam zwracając na siebie uwagę.
-Tak?
-Czy mogłabym opuścić szpital? Czuję się bardzo dobrze.-powiedziałam.
Lekarz spojrzał na chłopaków,którzy w błyskawicznym czasie pojawili się obok mnie.
-Tak myślę,że tak.-powiedział.
Uśmiechnęłam się do niego.
Było strasznie ciężki zważając na ból,który wypełniał teraz całe moje ciało.
Zawróciłam.
Widziałam,że lekarz rozmawia jeszcze z chłopakami.
Jednak nie za bardzo mnie to obchodziło.
***Calum***
-Posłuchajcie.-odezwał się lekarz,gdy [T.I] odpowiednio od Nas odeszła.-Musicie jej pilnować. Próbowałem dodzwonić się do jej mamy. Nie odebrała. W jej kartach jest zapisane,że często jeździ na delegacje i nie ma jej w domu. Gdyby zasłabła w domu i nie miałaby pomocy sądzę,że mogłaby umrzeć. Mówi,że czuje się dobrze,ale wszyscy doskonale wiemy,że tak nie jest.-powiedział lekarz,a my się zgodziliśmy,było widać,że czuje się okropnie-Będziecie się nią zajmować?-zapytał.
Zajmować.
To dość dziwne.
Poznaliśmy się tak naprawdę wczoraj.
Jednak jest coś w niej,co każe Nam być przy niej i troszczyć się o nią.
-Oczywiście.-powiedzieliśmy razem nie zastanawiając się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz